Ztęskniliście się? No to lecim z opowiadaniami!
Pustynia. Bezkresna, piaszczysta, spalona słońcem przestrzeń, niemal bezkresna, rozciągająca się wszędzie do okoła. Nic, tylko piach, palące ciepło, czasem jakiś wietrzyk się zabłąka. Nigdzie, gdzie okiem nie spojżysz, gdzie ucha nie nastawisz nie usłyszysz nic nowego, wszystko to samo i tak samo. Żadnego zwierza, żadnego człeka, żadnego strumyka, tylko piasek. Błąkam się tak już od, sam nie wiem od kiedy. Nie pamiętam nawet do końca, jak tu trafiłem. Egipt, wycieczka, przewodnik, ostrzeżenia, coś prubuje przebić się przez mą zamgloną pamięć, utorować sobie drogę pośród pustki w umyśle, ale są to ledwie przebłyski, które i tak nic mi nie mówią. Nic mi nie zostaje, więc często kroczę po tej przestrzeni szukając czegoś, co wyrwie mnie z tej monotonii, ale na marnę. Czasem burza piaskowa przeleci w okolicy, wzbijając tumany piachu tak wszechobecnego i tak ponurego za razem. Te tumany, można nimi odmierzać czas. Obliczyłem, że po między jedną a drugą burzą mija, okres czasu, który po prostu nazywam dniem. I wiecie co? Coś tu się jeszcze zmienia. Czasem słońce przestaje palić, a robi się zimno, bardzo zimno, i ciemno. Ale temu nie można ufać, bo czasem te okresy są dłóższe, czasem krutsze. Dlatego wierzę tylko tym wzbijanym przez żywioł piaskowym tumanom, bo one zdażają się w podobnych odstępach czasu.
Nie wiem, jak istnieję tutaj, w tej pustce. Męczy mnie pragnienie, uciska głód, osłabia zmęczenie, ale dalej trwam, od, sam nie wiem, ile już tutaj jestem, w tej samotności, w tej pustce, pośród białych, piaskowych tumanów, moich jedynych towarzyszy.
Rozmyślam o swym życiu, o rodzinie, chyba miałem żonę i syna. Jak też oni się nazywali? Nie wiem, nie jestem w stanie tego powiedzieć, bo te wspomnienia ledwo przebijają się przez śliskie pasma mgły w mej głowie. Pamiętam, że jej oczy były niebieskie, a on miał małą bliznę na lewym nadgarstku po tym, jak uczyłem go rąbać drzewo. Jak ja dawno nie widziałem drzewa. Też prawie nie pamiętam, czym ono jest. Jedyne, czego jestem pewien to tego, że to miejsce pochłonęło mnie na wieczność, że ja jestem nim, a ono jest mną, i że tak będzie już po wsze czasy, puki nie skończy się świat. I wiecie co? Pogodziłem się z tym. Cóż bowiem mogę innego zrobić, prucz trwania tutaj, pośród piaskowych diun, moich jedynych towarzyszy? Trwam bez jedzenia, wody, z małą ilością snu i dalej jestem, oddycham, żyję, istnieję. Prubowałem już chyba wszystkiego, kiedyś, na początku, krzyczałem, rzucałem się, machałem rękami, ale dawno przestałem. Po co robić sobie płową, ulotną nadzieję, skoro jedyne stałe to piasek, słońce i burze piaskowe, tworzące nowe tumany? Nie rozmyślam o tym, nie chcę rozmyślać, chcę spokoju. I tak trwam, i trwać będę, aż skończy się świat, aż skończy się wszystko. Kiedy to będzie? Tego nie wiem i nie dowiem się raczej. Oby moja rodzina, jeśli jeszcze istnieje była szczęśliwa. Oby znaleźli spokój i dla siebie, nie zakończyli tak, jak ja, na bezkresie piasku i gorąca. Jeśli ich znacie, powiedzcie im, że choć ich prawie nie pamiętam, to dalej ich kocham, że tęsknię za nimi, choć wiem, że nigdy się już nie zobaczymy. A jeśli już umarli, niechaj im ziemia lekką będzie, niechaj spoczywają w lepszym miejscu, niż to, w którym ja, z własnej winy zakończyłem wędrówkę, acz nie istnienie, nie życie. Moja egzystencja trwa dalej, i trwać będzie, aż ostatnie ziarenko piasku przesypie się w wielkiej klepsydrze, aż ostatnie tumany znikną, pozstawiając po sobie czyste, niczym nie skalane nic. A tym czasem, trwam, błąkam się i rozmyślam, patrząc na nadciągający żywioł, który utworzy kolejne diuny. Kolejne, piaskowe, tumany.
No no noo.
domyślam się chyba, więc z tąd to pytanie
Maybe, wiesz czym.
@Pates inspiracja?
No no. Ciekawe