13. Podruż na, zachód?

Haaaa, spodziewał się ktoś mnie tutaj? Pewnie już nie. No to co, właśnie jestem i macie, po za raz, roku czy dwóch? Bez znaczenia. Jest? Jest. Zwądpiliście jak śmierciożercy w Valdemara? No to macie problem. A teraz, czytać!

Zatrzymaliśmy auto przed Wermechav.
Co teraz? Zapytała po raz nie wiem który Lily.
Lilka, co ty taka w gorącej wodzie kąpana? Roześmiał się jej ojciec. Za chwilę dosiądziemy Thundercoltów.
Czy to aby napewno konieczne, nie mogę lecieć na Dragetullu? Zapytała Sandra.
To akurad jest jeszcze możliwe. Odparł na to Davidson.
Wysiedliśmy. Elena dała każdemu z nas po mananecie. Z kul wyskoczyło stado pięknych ogierów i klaczy. Zbliżyłem rękę z kostką cukru w stronę mojego konia. Dostojny ogier parsknął krudko, ale wziął cukier i dał się pogłaskać po pysku.
Są piękne! Przyznała Aria, która właśnie głaskała swoją klacz po jedwabistej grzywie.
Tylko Zack miał jakiś problem ze swoim koniem. Thundercolt parskał cicho, nie pozwalając mu się dosiąść. Wreszcie jednak gdy dostał kilka kostek cukru dał się przekonać i wszyscy wsiedliśmy na konie. Tylko Sandra wypuściła Dragetulla i wspięła się na jego grzbiet.
Dragetull, gotowy do drogi? Zapytała Alloy klepiąc smoka po karku.
Draaa! Zaryczał wesoło tamten prostując skrzydła do lotu.
Wszyscy gotowi? Wio! Zakomenderowała Elena jadąca z przodu na Pegastorm. Klacz z głośnym rżeniem wystartowała, a za nią całe stado. Na tyle leciał dostojnie Dragetull, jak legendarny ryceż.
Konna jazda wszystkim się nam podobała. Ariana śmiała się wesoło i ścigała z Lilką i Maxem. Moja kuzynka prowadziła. Ja nie miałem ochoty na wyścig, więc postanowiłem pogadać z siostrą.
Jak tam w profesorskiej pracy? Zagaiłem podjeżdżając bliżej jej Thundercolta.
Jak poszedłeś, musiałam wydać manamony jeszcze dwum osobom. Arianie i jakiemuś rudzielcowi. Odpowiedziała.
Ejj! To mnie nie chciałaś dać startera zwykłego, a im dałaś? Zapytałem udając obrażenie. Sierra tylko zaśmiała się, znając moje sztuczki.
Nie miałam ich jeszcze wtedy. Zresztą, coś nie tak z Reksem? Zapytała figlarnie.
Niee, no weź. Odpowiedziałem głaszcząc psiaka, który siedział przedemną.
No więc sam widzisz. Sierra przeciągnęła się leniwie.
Jak z mamą? Zapytałem.
Źle, ale podobno są poprawy. Toksyny są neutralizowane. Odpowiedziała siostra.
To dobrze. Wezdchnąłem z ulgą.
Nagle usłyszeliśmy głośne rżenie. Gwałtownie obruciłem głowę czując ból w szyii i zobaczyłem, że Pegastorm Tatsuo stanęła wbijając kopyta w ziemię. Smok ex mistrzyni także wylądował z warkotem.
Co jest? Zapytałem taty, który tylko rozłożył bezradnie ręce.
Patrzcie tam! Zawołała nagle Electra wskazując palcem coś nad naszymi głowami.
Spojżałem w górę, przetarłem oczy, jeszcze raz spojżałem i zawołałem.
Nie mówcie, że to znowu oni!
Obawiam się, że tak niestety jest. Liderka w snowstar przygryzła wargi.
Nie damy się! Zack zacisnął pięści.
Hmmm, co ty możesz potrafić? Zastanowiłem się kierując manapedię na mojego wieżchowca.
Thundercolt, manamon koń typu święto elektrycznego, wyższa forma Uniclouda. Zabicie Thundercolta jest karane śmiercią. Krew tego manamona ma właściwości lecznicze, aczkolwiek tylko wtedy, gdy Thundercolt odda ją dobrowolnie. W trakcie biegu może rozwinąć prędkość 1000 km/h dzięki ładunkom elektrycznym.
Spojżałem jeszcze w ekran by zobaczyć prawdopoobne ataki manamona. Tym czasem na ziemi wylądowały 3 gryfy, składając skrzydła. Na ich plecach siedziały wojowniczki z Werewolfsyrem wyszytym na ubraniach.
One są od Alegrii! Zawołał zgrszony Davidson.
W imieniu naszej pani Alegrii mamy was zabić! Zawołały Gromko kobiety. Humbabangi, chrupanie! Zawołały.
Hmmm. Sprubujmy. Thundercolt, stalowy róg w jednego! Zawołałem.
Koń z głośnym, bojowym rżeniem potrząsnął łbem. Róg się tam znajdujący zabłyszczał i wydłużył się. Thundercolt zaszarżował na jednego z gryfów, uderzając go w brzuch.
I wtedy stało się coś dziwnego. Świat zatrzymał się na ułamek sekundy, niczym w filmowej stopklatce. Widziałem zatrzymanego w akcji Humbanga z rozwartym dziobem, eksponującego swoje wielkie zębiska, których nie powinno tam nawet być. Widziałem pochyloną Pegastorm z wycelowanym weń rogiem, asz nagle, błysk. I leciałem. W dół, w dół, bez końca w dół, przed oczami mając dalej tą samą scenę, w tkim samym położeniu, nic się nie zmieniało.
Poderwałem się nagle, biorąc głośny oddech. Leżałem w łóżku. Że co, za raz? Zastanowiłem się przez chwilę. Widziałem normalne, hotelowe otoczenie. 2 łóżka, drzwi do łazienki, kinkiety na suficie, wszystko zdawało się zwyczajne. Czyli to wszystko było, snem? Zastanowiłem się przez chwilę, po czym roześmiałem cicho. No tak, w nocy oglądałem film "Shadow organization, historia na faktach" i pewnie od tego zebrały mi się tak dziwne, myśli.
Resztę nocy przeleżałem we względnym spokoju, rano opowiadając sen Lily, która zkwitowała to krutkim wiedziałam, że nie jesteś normalny, Luke.
Po zjedzeniu śniadania zaczęliśmy zastanawiać się, co dalej. Pożegnaliśmy się z Zackiem, który zmierzał w kierunku Oriandy. Max i Ariana też odeszli już wcześniej, wczesnym rankiem w stronę Avalette. My jednak z Lilką mieliśmy jeszcze 1 plan, odwiedzić wioskę Hansha i słymne kasyno, które przez ostatnie lata znacznie się rozrosło.
– To jak, idziem? – Zapytała moja kuzynka, gdy staliśmy przy bramie Hazeldale.
– Ano, komu w drogę, temu czas. – Odparłem wesoło, przekraczając przejście.
Co by nie mówić, ale Skien path była miejscem ładnym. Małe jeziorko na północnym zachodzie ciekawie komponowało się z wszechobecną roślinnością tego terenu oraz przypadkowymi, lub nie Manamonami w tle. A to jakaś Eagala przeleciała szypko, tworząc rozmazany ruch, a to jakieś drzewo poruszyło się w gęstwinie ujawniając, że jest Sapplem, czy przez wodę przeskakiwał Tadder. Aż miło się na to patrzyło. My jednak nie zamieżaliśmy podziwiać natury, gdysz dość spieszno było nam do wioski, a do przejścia był jeszcze Mineruff Tunnel. To znaczy, nie trzeba było nim przechodzić, bo od dawna istniała przełęcz, lecz, jak zwiedzać Tangerię, to zwiedzać, prawda? Takie mieliśmy nastawienie, więc tak też postanowiliśmy zrobić.
– Wiesz co ci powiem? – Zagadnąłem do Lily, grzebiącej w telefonie.
– Mhm? – Odparła, ledwo podnosząc głowę z nad ekranu.
– Może zacznę pisać scenariusze filmowe czy coś, z moją wyobraźnią? – Rzuciłem z uśmiechem, co spowodowało tylko jej parsknięcie.
– Taak taak. A potem staniesz się słymniejszy od Pattryka Wegi, będziesz latać prywatnym odrzutowcem, i, –
Przerwała, nasłuchując. Na drodze panowała, że tak to powiem normalna cisza, czyli okazjonalne dźwięki manamonów, śpiew ptaków, czy szemranie wody.
– Co jest? – Zapytałem, lecz dziewczna tylko przyłożyła palec do ust i wskazała gdzieś, na lewo.
Obróciłem głowę zaciekawiony. Początkowo wszystko wydawało mi się naturalne. Drzewa, a właściwie krzaki, śpiący Leonra w ich cieniu, nic specjalnego. Lecz wtedy usłyszałem to, o co chodziło wcześniej mej szanownej kuzynce. Niski, podobny do warkotu dźwięk, przypominający nie co, no właśnie. Coś mi to mówiło, tylko co?
– Że co do? – Zapytałem, zniżając głos.
– A bo ja niby wiem, tak? – Odparła Lily, nasłuchując dalej.
Dźwięk powtórzył się, a po nim rozległ się stłumiony głos.
– Świetnie, Lonar! Teraz taran! –
Chwila ciszy, stłumiony dźwięk uderzenia i kolejne warknięcie, ewidentnie z niezadowolenia jakiegoś Manamona.
Popatrzyliśmy na siebie i bez słowa doszliśmy do tego samego wniosku. Ostrożnie udaliśmy się w stronę, z której dobiegały dźwięki walki. Już po chwili naszym oczom ukazał się średniego wzrostu chłopak, ubrany w typowy, trenerski strój, czyli koszulka z krudkim rękawkiem, dresowe spodnie pewnie z tego samego kompletu i brązowe traperopodobne buty z Mananetami. Przed nim stał dostojny stwór przypominający lwa, którego pysk wyrażał niesamowity spokój. Trochę dalej natomiast znajdowało się to, co tak gniewnie prychało. Na pierwszy rzut oka, Manamon przypominał żubra o grubej skórze i zakręconych rogach. Miał jednak nietypowy kolor. To znaczy, choć jego skóra była brązowa, to rogi i kopyta były białe. Tak samo biały był brzuch, choć naturalnie te części ciała tego stwora powinny być czarne.
– Że co on tutaj robi? – Zapytałem samego siebie, wyciągając manapedię.
– Teruffalo, Manamon bizon typu ziemnego. Choć za zwyczaj na to nie wygląda, Teruffalo potrafi rozwinąć niezwykłą prędkość. Gdy biegnie po płaskim gruncie, wydaje się, jakby wwiercał się w grunt. Jego rogi są świetną bronią, ale i narzędziem do kopania w ziemi. –

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

EltenLink