12. Nigdy się nie wycofam!

Jechaliśmy naprawdę długo, coś około 8 czy 9 godzin. Wkońcu dojechaliśmy do miasta San-Cot.
Co dalej? Zapytałem zaciekawiony, gdy tata zatrzymał auto przed portem.
Pujdę wynająć prom do Kiarre. Odpowiedział tata.
Do Kiarre? To gdzie my właściwie! Zapytał Max.
Do Quennsette, a że najbliżej będzie z Kiarre, to tak zrobimy. Objaśnił ojciec wychodząc z wozu.
Wrócił po kilkunastu minutach ściskając w dłoniach kartoniki.
Bilety. Oświadczył, rozdając wszystkim po jednym.
Dale, przygotowałeś wieżchowce? Zapytała nagle Elena.
Tak, Thundercolty są gotowe do drogi. Odparł Jasnowłosy mężczyzna wyciągając z kieszeni 10 kul.
Będziemy jechali na Thundercoltach? To po co prom! Wyrwała się Lily.
Z Kiarre będziemy musieli pojechać konno, bo ludzie do których zmierzamy niezabardzo lubią się z technologią, zresztą, sami zobaczycie. Odpowiedziała ex liderka, biorąc kule i chowając mananety.
Tata tym czasem wjechał już na prom, który po godzinie ruszył. Mieliśmy wspaniałe widoki. Szybujące nad wodą Loonisy i Sacroolony, nurkujące co jakiś czas po rybkę, pływające Finaudy, Fyngony czy Floungery, widok psuł tylko jakiś niebieski ogon, który nagle wystrzelił z wody i owinął się na około jednej z balustrad promu.
Co to! Zapytała Lilka przekrzykując ryk, który rozległ się z pod wody.
Mirilit! Odkrzyknął Davidson, sięgając po kulę do kieszeni. Już po chwili na jego kolanach leżał fioletowy jaszczur.
Delazzard, sprawdź to! Poprosił otwierając drzwi auta. Stwór błyskawicznie wyleciał z samochodu.
Wysiadamy! Zakomenderował brodacz siedzący z przodu. Wszyscy wysypali się z auta.
Z osłupieniem patrzyliśmy na wielkiego węża morskiego, który właśnie wysuwał się z wody. Obok pływało także mniejsze stworki. Postanowiłem sprawdzić wszystkie manapedią.
Mirilit, manamon morski wąż o typach woda i smok, wyższa forma Miniranta. Mirilit ugryzieniem spokojnie może zgruchotać kadłub tankowca. Jego ogon jest nasączony feromonem, który pozwala mu łatfo łowić ryby. Najgroźniejszą bronią Mirilita jest jednak jego wzrok.
Minirant, manamon morski wąż o typach woda smok. Minirangt żyje na głębinach i żatko atakuje statki, jednak pod władzą Mirilita rzuci się na wszystko. Jego zęby nie są dokońca wykształcone, co jednak nie przeszkadza im na dewastację małych łudek.
Coś mi tunie gra, ale dobrze, że, zaczął brodacz, lecz przerwał mu głośny, okropny ryk. Wyjżeliśmy za burtę i przeraziliśmy się mocno. Z wody wychynął pysk potwora. Mirilit w porównaniu z nim był barankiem.
Meeerilaaaakee! Ryknął smok wbijając ostre kły w drewno, które ponuro zatrzeszczało. Dobrze, że po za nami nikoogo nie było na promie. Max tym czasem sięgnął po manapedię.
Brak danych! Zawołał, lecz szybko pobrał aktualizacj.ę.
Merilake, mananon wodny smok typu woda smok, wyższa forma Mirilita, najwyższa forma Miniranta. Merilake to potwór, który rozszarpuje, rozdziera i niszczy wszystko. Jak coś złapie, nie puści nigdy. Jego ugryzienie zmiażdży diament.
Na grzbiecie smoka ktoś siedział. Wychyliłem się i dostrzegłem, że to długowłosa kobieta w zielonym płaszczu z wyszytym czerwoną nicią Werewolfsyrem.
Wojowniczka Alegrii! Zawołał James. Delazzard, toksyczny ogon!
Dela! Zasyczała salamandra wbijając ogon w ciało smoka. Jego ostre łuski jednak nie pozwoliły na to.
Myśleliście, że tak poprostu, potulnie się wam poddamy, że pozwolimy wam żyć po tym, jak wy poznaliście naszą kryjówkę? Roześmiała się wojowniczka. Merilake, rozwal ten prom! toksyczna burza! Tym małym nakaż użycie przeładowania!
Wielki smok wysunął się jeszcze bardziej z wody, odsłaniając złotawe łuski. Ryknął, posyłając w górę kulę fioletowej mazi. Z nieba niespodziewanie lunął deszcz odpadów. Szlamu, błocka, jadów i innych trucizn. Zasyczęliśmy z bólu gdy owe trucizny zaczęły przepalać się przez nasze ubrania i skórę.
Nie! Mightauras, ochrona, nie pozwól temu czemuś nas zabić! Ryknął Davidson wyrzucając szybko kulę. Minotaur, który z niej wyskoczył w mgnieniu oka rozpostarł zieloną, przeźroczystą powłokę, która zaczęła odbijać toksyny. Ale zapomnieliśmy o mniejszych wężach. Rozległ się straszliwy huk, gdy ogromna błyskawica wzbiła się nad wodę,uderzając prom. Po chwili dał się równiesz słyszeć ponury syk, gdy prąd dotarł do silnika, rozbijając doszczętnie akumulator.
Ty jesteś jakaś psychiczna! Wrzasnął tata do kobiety dosiadającej wodnego smoka. Ona tylko zaśmiała się złośliwie.
Dalej! Burza z piorunami, wszyscy! Zawołała. Wszystkie węże łącznie z tym wielkim z paszcz wypuściły cienkie błyskawice. Uniosły się one do góry, wytwarzając koszmarną burzę. Co chwilę w ochronną powłokę Mightaurasa uderzały syczące, trzeszczące wyładowania elektryczne. Wkońcu minotaur ukląkł na kolanie z wyczerpania. Coraz tródniej utrzymywał osłonę.
Delazzard, jadowe cięcie! Zawołał pan James. Jego stwór zatopił pazury w ciele Merilake, który ryknął krudko z bólu.
Nie przestawajcie! Dopingowała smoki wojowniczka. Burza z każdą sekundą zyskiwała na sile. Wkońcu Mightauras zaryczał, deaktywując ochronną powłokę. Wielki piorun trafił prosto w kabinę sternika, gruchocząc drewno na miliardy kawałków. Na szczęście, mężczyzna za pomocą sześciu Angillishów wytwarzających ochronę przetrwł to bez szfanku.
Nie opchodzi was niewinny kapitan, tak? Delazzard, kwaśny deszcz! Zaryczał Davidson z morderczym błyskiem w oku.
Pomaga wam, czyli jest winny! Lodowata woda! Odwrzasnęła mu jego przeciwniczka.
Strugi lodowatej z kawałkami lodu wody udeżyły w nas. Zaczęliśmy szczękać zębami z powodu upiornego wręcz zimna. Czułem się jakbym był na górze starwalk, na samym jej szczycie.
Dość tego! Amthysto, smocze uderzenie! Mightauras, burzowy młot! Zakomenderował Davidson.
Smok, którego wypuścił zamachnął się świecącą łapą, którą trzasnął rywala w bok. Minotaur zato cisnął kulą elektryczności, którą jeszcze odbił pięścią. Wodny potwór znów zaryczał.
Elena! Krzyknął nagle tata. Odwruciłem się i zobaczyłem, że kobieta leży na deskach kompletnie przemoczona i nieprzytomna.
Elena! Powtórzył tata sprawdzając oddech. Na szczęście, był stabilny.
Narazie starczy! Zawołała nagle pomocnica Alegrii dając znak smokowi. Zniknęli bardzo szybko, a nasz uszkodzony prom z ledwością dobił do brzegu. Tam postanowiliśmy pomóc w jego naprawie, co na szczęście się udało. Najgorsze, że Elena od dziesięciu godzin pozostawała nieprzytomna.
Do szpitala, musimy biegnąć do szpitala! Zawołał Davidson.
Że też ta przeklęta Alegria nie usuwa się przed niczym! Odparł na to brodacz, którego imienia nie znałem.
Nic, nic mi nie jest. Usłyszeliśmy słaby głos. Leżąca na piasku Tatsuo poderwała się nagle.
Co z tym Merilakiem? Zapytała, otrzepując płaszcz.
Jak to Alegria robi, wycofał się razem z resztą. Odparł na to z ulgą pan Davidson, pomagając jej dojść do auta.
To co teraz? Zapytała Ariana po chwili.
Jak najszybciej musimy kierować się w stronę Seulee. Odpowiedziała jej Elena.
Ruszyliśmy w dalszą drogę, rozpamiętując niedawną przygodę, z której wyszliśmy, mijając śmierć o włos.

1 komentarz

Skomentuj pates Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *