11. Wszystko, co możliwe, obraca się w klepsydrze!

I jak wasza podruż? Zapytał pan Davidson gdy usiedliśmy na krzesłach. Wypuszczony przed chwilą z kuli, Flash leżał mi na kolanach, popiskując z żatka, gdy domagał się pieszczoty.
No tak. Powiedział Max demonstrując starcowi klucz z Hazeldale.
No no. Pokiwał głową nasz rozmówca. Zaraz to zawojujecie całą Tangerię. Dodał i uśmiechnęliśmy się.
A u pana coś nowego? Zapytałem.
EE, nic specjalnego. Venomander i Limevurm się przemienili, ale po za tym, to nic.
Ma pan Amthysto? Zapytał Zack, a jego oczy wręcz się zaświeciły.
Ano mam. Odparł James.
Mogę go zobaczyć? Pytał dalej napalony trener.
Czemu nie! Odparł jego rozmówca wypuszczając z kuli stwora.
Amthystoo! Zaryczał wielki, kamienny smok, patrząc na nas łagodnie. Wyciągnąłem dłoń, a on, starym zwyczajem Limevurma polizał mnie po niej. Wyciągnąłem manapedię.
Amthysto, manamon bestia typu skalno smoczego, wyższa forma Limevurma. Amthysto gdy znajdzie nowy kamień, to przyczepia go do swojego ciała. Często roztrzaskują wielkie diamenty na małe, które nadadzą się do dekoracji ich skór.
Urosło ci się trochę, co? Zapytała Aria dotykając tfardej czaszki stworka.
Amm. Zamruczał smok kładąc łeb na jej kolanach.
A jeszcze niedawno był z niego taki słodki Limevurm. Wezdchnęła Lily patrząc na kamienną bestię.
Wiesz. To jest życie. Albo staniesz się silniejszy, albo cię pożrą. Zaśmiał się staruszek.
Piękny. Zack popatrzył na smoka z uznaniem. Skąt go pan ma?
AAA, to całkiem śmieszna historia. Widzisz chłopcze, kiedyś podrużowałem po świecie i zbierałem różne interesujące rzeczy. Pan James wskazał na oszklone regały za plecami. Aż wkońcu znalazłem coś, co podobne było do jaja manamona. Zbadałem to i okazało się że owszem, jest to jajko, ale jakiego manamona, to za grosz nie wiedziałem. I po kilku latach wykluł się Limevurm.
Aha. Limevurmy są bardzo żatkie, a na dodatek w ich rodzinnym Kiarre są zagrożone wyginięciem. Powiedział chłopak podpierając brodę dłońmi.
Smok tym czasem zwinął się w kulę i zaczął chrapać. Rozbawiło to nas, bo pamiętaliśmy sapanie Limevurma. A to, no gdybyśmy nie znali Limevurma, to raczej byśmy nie pomyśleli, że to on.
Ktoś tu jeszcze mieszka? Zapytała nagle Lilka kierując wzrok z okna na pana Davidsona.
Kilka osób, a co? Zapytał pytany. Zanim dziewczyna jednak zdążyła odpowiedzieć rozległo się stukanie w drzwi. Amthysto, dotąt smacznie śpiący zerwał się nagle z rykiem, zasłaniając drzwi. Wyjżeliśmy przez wizjer. Za drzwiami stała wysoka postać, która właśnie chowała mananeta do kieszeni długiego, skórzanego płaszcza.
Kto tam? Zapytał Davidson.
Elena Tatsuo. Sprawa pilna. Odparła postać raczej niskim głosem. Pan Davidson poruszył się niespokojnie, ale drzwi otworzył. Na progu stanęła jego rozmówczyni, ściągając z ramion płaszcz i zawieszając go na haczyku. Przyjżałem się jej dokładniej. Miała na oko z 25 lat, niebieskie, przenikliwe oczy i długie, złote włosy, których nie jedna kobieta mogła by jej pozazdrościć. Ubrana była w srebrzysty strój odsłaniający w całości ramiona, a te były dość mocno opalone. Po za tym, nosiła także długą spudnicę i czarne, skórzane trapery.
Kopę lat! Zawołał Davidson, poważniejąc.
Coś się stało? Zapytał po dłuższej chwili przerwy. Kobieta obrzuciła nas szybkim, acz przenikliwym spojżeniem.
To dotyczy sprawy związanej z Alegrią. Czy oni są zaufani? Zapytała znów wiercając swoje niebieskie oczy w naszą stronę.
Myślę, że nic się nie stanie, jak się dowiedzą czegoś o tej sprawie. Odparł po chwili James.
A więc. Kobieta wzięła głęboki oddech i odrzuciła złote włosy z twarzy. Elvaris, Jacob, Alandra, Jason i kilku innych wyruszają do twierdzy Alegrii, by odbić TEN kryształ, wiesz który. Odparła szeptem.
Już, teraz? Zapytał zaskoczony Davidson.
Tak. Prosili, bym się z tobą skontaktowała i zebrała resztę. Wiesz o kogo chodzi. Odparła.
Ale, ale, Elena! Nie jesteśmy jeszcze gotowi! Zawołał staruszek.
YY. Pan ją zna? Wkońcu zapytała Lily. Kobieta spojżała na nią przez dłuższą chwilę.
Ach tak, Lily. Twój ojciec wiele mi o tobie opowiadał. Myślę, że pora, abyś poznała, razem z bratem i jak sądzę, resztą tego zgromadzenia kilka, ciekawych faktów. Jestem, a raczej byłam liderką smoczego stadionu w Kiarre. Porzuciłam to stanowisko rok temu. Swoją drogą byłam liderką 5 lat, jak ten czas leci. No ale wracając do meritum. Dostałam propozycję od Tomasha, mojego dobrego znajomego. Zaproponował mi dołączenie do jego organizacji, a ja się zgodziłam. Tam okazało się, że jest jeszcze jedna znajoma mi osoba. James.. Ostatnio nie zajmujemy się Shadowami, lecz kimś, powiedziała bym gorszym.
Mówiła pani o jakiejś, Alegrii? Powiedziała Ariana po chwili milczenia.
Mówcie mi po imieniu. Odparła Elena. Nie lubię tego całego tytułowania per pan, per pani itd. No nieważne. Tak, mówiłam o Alegrii. Jest to osoba naprawdę niebezpieczna, która poddała się serii eksperymentów tak okropnych, że nawet nie chcę o nich myśleć. W każdym razie dały jej wiele. Siłę, moc, ale zabrały tyle samo, jak nie więcej. Zbudowała na około siebie oddzialik, który chce diojść do władzy apsolutnej. Chcą pozbyć się legendarnych manamonów, wypijając ich krew. Niestety, mogą to zrobić. A my, potrzebujemy teraz każdej pomocy. Zakończyła ex liderka.
Milczeliśmy przez długą chwilę, przetrawiając nowo nabyte informacje. Wreszcie Ariana powiedziała.
Mówcie, co chcecie, ale ja w to wchodzę. Jeśli są na tyle niebezpieczni, zaraz, czy to o nich chodziło ostatnio, jak była mowa o pladze Miasmouse? Zapytała nagle trenerka.
Tak. Kiwnął głową James.
My także postanowiliśmy pomóc. Wyraźnie odprężeni Elena i James zaczęli nas wtajemniczać w sprawę Alegrii, gdy pod dom zajechało czarne Audi.
To tata! Powiedziałem, poznając wóz. Istotnie, z samochodu wysiadł tata, ale razem z nim rodzice Lily, wspólnik taty, kilka innych osób i tak, Sandra, eks mistrzyni Tangerii.
Witajcie ponownie! Uśmiechnęła się do nas podając nam ręce. Znów miałem wrażenie jakby jej ręka nie była do końca, żywa? Odrzuciłem to jednak szybko.
Elena, wyjaśniłaś wszystko młodzieży? Zapytał tata.
Na tyle ile trzeba, tak. Kiwnęła głową jego rozmówczyni.
Zatem musimy ruszać. Zmieścimy się do Audi. W bagażników zamątowałem kilka foteli. Mamy niewiele czasu, więc proszę was o pośpiech. Zabierzcie mananety, a ty synu, musiż mi pokazać twoje manamony. Powiedział mój ojciec. Z auta tym czasem wybiegła moja siostra, która rzuciła mi się na szyję.
Siemasz siostra! Powiedziałem do niej ściskając ją. Ty też?
Tak. Ta sprawa zaszła już zbyt daleko. Odparła z lekko posępną miną. Wkońcu jakoś zapakowaliśmy się do auta, które zaraz ruszyło.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *