Prolog i wstęp

Witam! Będzie to opowiadanie dosyć dziwne, ale fantasy i w przyszłości. Zapraszam!

Prolog.

Nad miastem Argonith właśnie wstawał nowy dzień. Mieszkańcy budzili się, a w zaroślach było słychać wrzaski
np, małych smoków.
To był TEN dzień. Wstałem, wyszedłem z domu i rozejżałem się. W powietrzu panowała dziwna jasność. Ale
ja wiedziałem o tym dniu od dawna. Miał być to, a zresztą. Dowiecie się tego puźniej. Odruchowo dotknąłem
palcem oka sprawdzając datę i godzinę. Było tak, jak myślałem. Dwódziesty ósmy lipca dwa tysiące dwieście
osiemdziesiątego roku, godzina dziesiąta trzydzieści pięć i siedemnaście sekund.
To będzie za pięć godzin, pięć minut i pięć sekund. Pomyślałem. Gwizdnąłem i mój smok podleciał. Usiadłem
mu na grzbiecie i zaczęliśmy rozmowę.
Czy Kuoromdiz wie? Zapytał się mnie stwór telepatycznie.
Jeszcze nie, Chiroshi. Jeszcze nie. Odparłem.
Chris! Podniusł głos. Jeśli oni się nie dowiedzą, to,,
Wiem, ale to ciężko wyjaś,
Urwałem, gdysz nad sobą zauważyłem grópę ludzi w czarnych maskach. Jeden z nich wyciągnął z kieszeni
niewielki manipulator i wycelował mi w czoło, a drugi oprych wysyczał.
Zejdź ze smoka i poddaj się!
Jeszcze czego! Zawołałem wyszarpując swój manipulator i wcisnąłem przycisk. Fala niewidocznej energji
uderzyła chyba w szefa, który stracił panowanie nad latającą platwormą, gdy energia trafiła go w czoło.
Zachwiał się, a z wypalonej dziury w czole wysączyła się krew. Złapał się za głowę i wrzasnął, ale trafił
mnie w prawe ramie.
Jęknąłem cicho z bólu, gdy moje ramie prawie zostało oderwane od ciała. Z tródem powiedziałem telepatycznie.
Do iminoisa!
Chiroshi przyspieszył, ale oprychy też. Kolejny znich rzucił we mnie karabinem. Odbiłem pocisk za pomocą
energji z mojego ciała. W naszych czasach, każdy człowiek potrafi robić wiele rzeczy z energią. Gdy moja
bariera odepchnęła karabin, ten trafił atakującego, zrzucając go w dół. Akurad wtedy przelatywał tendy
semp, i zjadł w całości atakującego. Ale nagle szef uderzył mnie w głowę i straciłem przytomność.

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *