Rozdział1

Ocknąłem się po jakimś czasie. Byłem związany energetycznym sznurem przytwierdzonym do buczącego urządzenia.
Sprawdziłem godzinę. Zostało mi jeszcze 2 i pół godziny. Po chwili usłyszałem głosy.
Podłączyłeś? Zapytał się ochrypły głos, nalerzący tego byłem pewien do szefa oprychów.
Jeszcze nie! Odparł inny, zimny i twardy głos, zcałą pewnością nie był to głos ludzki ani smoczy.
Po chwili rozległ się dźwięk ciosu, głuchy jęk i do pomieszczenia wszedł szef bandytów z dziórą w czole.
Ran zadanych manipulatorem nie da się wyleczyć. Tylko najsilniejsi mocą to potrafią, naprzykład ja. Oprych
wyciągnął z kieszeni dziwny storzek i zbliżył się do mnie z tym czymś.
Chrisku, a teraz cię unieszkodliwię! Wrzasnął próbując podłączyć stożek do sznura.
Nigdy! Ryknąłem posyłając w niego falę energji. Zwaliła go z nóg, a stożek wypadł mu z dłoni i roztrzaskał
się na kamieniach.
Co ty zrobiłeś! Wrzasnął oprych doskakując do szczątków urządzenia. Po chwili do komnaty wszedł drógi,
cały zamaskowany.
Idioto przez ciebie już nie wysśemy jego mocy! Wrzasnął swoim nieludzkim głosem posyłając oprycha na
spodkanie ze ścianą. Tamten osunął się po niej prawie martwy.
A teraz Chrisku cię zabiję! Wrzasnął dziwny uderzając mnie w twarz. Odepchnąłem go i strzeliłem mu w
oko. Jęknął, a srebrny płyn który musiał być jego krwią wyciekł mu z oka.
Zapłaciż mi zato! Ryknął wyszarpując oprychowi manipulator. Jego rana natychmiast pokryła się szklistą
substancją, a gdy ją zdrapał przekonałem się, że oko jest zdrowe. Potem otrzymałem cios w kark i znów
straciłem przytomność.

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *