9. Czas rozkręcić imprezę!

Gdzieś, głęboko w Quennsette.
Perspektywa Jacoba.
Panie mój. Powiedziałem z uwielbieniem do siedzącego na siwym Pegastormie człowieka, jadącego na czele. My jechaliśmy na dostojnych Thundercoltach. Te majestatyczne rumaki były za razem piękne jak i silne, więc idealnie nadawały się na wieżchowce.
Tak? Zapytał nasz przywódca.
Wiadomo coś na temat Alexis? Zapytałem.
Narazie nie. Odpowiedział owijając kosmyk brody na około palca. Niespodziewanie jego wieżchowiec parsknął krudko i się zatrzymał.
Co do diabła! Mężczyzna zeskoczył z siodła i dobył sztyletu. Przed nami stało z pięciu mężczyzn ubranych w jadowicie żółte stroje.
Znów się spotykamy. Przemówił najwyższy ze srebrną odznaką na piersiach.
Rivander. Wymówił to imie nasz boss.
Zdrajco, czego oczekujesz!
Tylko chcę was spokojnie oddać do króla. Odpowiedział tamten z łajdackim uśmiechem.
Brać ich! Wrzasnął. Z nieba natychmiast zfrunęły 3 Himerusy. Dosiadające ich wojowniczki w granatowych zbrojach szybko zeskoczyły z manamonów, które wbiły w nas wzrok.
Torell, wybuch baterii! Zawołał szef.
Aren, kontruj to! Smoczy pocisk! Zawołała jedna z wojowniczek.
Pegastorm parsknął krudko, uwalniając z rogu niewielki pocisk. Wybuchnął on oślepiającym blaskiem. Tym czasem jednak 1 z Himerusów z paszczy wypuścił pocisk zielonej energii, która po zdeżeniu z elektrycznym atakiem rozeszła się na boki. Oba ataki zneutralizowały się na wzajem.
Teraz wyceluj w tego konia! Powiedziała kobieta.
Nigdy. Stary druhu, pokaż jej! Iskrzący ogon! Ryknął nasz lider.
Pegastorm! Zarżał koń. Jego ogon pokryła chmura świecących, niebieskich iskierek. Bez trudu przebiły się przez smoczy atak, dosięgnęły także celu. Gryfica zaryczała z bólu po trafieniu.
Wstrząs aury! Stalowy róg! Zabrzmiały kolejne polecenia.
Podczas gdy ogier z opuszczonym łbem pędził na przód, a jego róg zabłyszczał na srebrno, magiczno dźwiękowy stwór z rykiem otoczył się bladofioletowymi pasami energii i ruszył na spodkanie z przeciwnikiem. Oba stwory w ostatniej chwili wyminęły się. Zawróciły i dalej prubowały dokończyć atak. Ułamek sekundy przed kolizją nasz boss wrzasnął.
Cięcie rużdżką!
Przednie kopyta elektrycznego ogiera zaostrzyły się i otoczyły białym światłem. Zarówno róg, jak i kopyta dosięgnęły celu. Gryfica zaryczała z bólu, jednak po chwili Pegastorm otrzymał bezpośrednie trafienie z wstrząsu aury. Był to atak poczfurnie efektywny, ale elektryczny manamon wstał dość szybko, prychając gniewnie.
To na nas nie wystarczy, prawda Torell? Zapytał trener konia. W odpowiedzi otrzymał głośne, groźne rżenie.
Tak? Zapytała z uśmiechem trenerka gryficy. To może pora na chrupanie?
Jej manamonka natychmiast podleciała do rywala, otwierając szeroko paszczę i eksponując wielkie kły. Jednak to Torell przejął inicjatywę. Z własnej woli użył stalowego rogu, który prawie powybijał zęby rywalki, która musiała zaprzestać ataku i wtedy została trafiona rogiem ogiera.
Świetnie! To teraz pora na twój wstrząs aury! Zawołał mężczyzna.
Kontruj! Odpowiedziała krudko jego przeciwniczka. Oba stwory otoczyły się bladofioletowymi pasmami energii i natarły na siebie. Rozległo się głośne bum! Gdy manamony się zdeżyły. Oba dość szybko się podniosły.
Pora na spokojne leczenie! Powiedział trener Pegastorma.
Okrzyk bojowy! Odparła na to jego oponętka.
Gryfica ryknęła, spoglądając z hardą miną w oczy rywala. Ten tym czasem spokojnie złożył skrzydła, przymknął oczy z błogą miną, na około jego ciała na ułamek sekundy rozbłysnęło białe światło. Ogier wydawał się być w pełni sił.
Niebiański wiatr! Chrupanie! Znów polecenia zostały wydane w jednym czasie.
Koń zaczął machać skrzydłani. Wytworzył świetlisty wiatr, który zaczął ranić gryficę. Ta zdążyła zatopić kły w prawej przedniej nodze rywala. Ten odruchowo ją kopnął, więc to Himerus ucierpiała bardziej.
Ahhh. Nadal nasze siły są wyrównane. Przemówił Rivander. Chyba pora na odwrót.
Tak jest szefie. Odparła kobieta wsiadając na grzbiet podopiecznej.
Podczas, gdy słodko walczyliście zdobyliśmy to. Rivander podrzucił na dłoni czarny kamyk.
Oddaj to! Rzuciłem się na niego, lecz oberwałem cios z pięści w twarz. Gdy się zbierałem po grupce nie było już ani śladu.
Szlak! Zaklął boss uderzając pięścią o kolano. Znowu nam zwiali i jeszcze zabrali przesyłkę!
Wracamy do króla? Zapytała jedna z kobiet z naszego oddziału.
Musimy. Odparł wsiadając na wieżchowca. Cała kawalkada zawróciła w kierunku Mamii.

5 komentarzy

Skomentuj gumeczka3 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *