Prolog

Nad całym regionem Hoenn właśnie wstawał nowy dzień. Wszystko działo się zgodnie z naturą. W lasach śpiewały Swellowy, nad wodą latały Wingulle i Pelippery, a czasem przelatywała dostojna Swanna, dumnie unosząc głowę na długiej szyii. Obudziłem się dość nagle ze snu, w którym już wybierałem pierwszego pokemona i gdy już już sięgałem po pokeballa z Torchicem, sen się zakończył.
No dobra. Pomyślałem. Wstałem, ubrałem się i poszedłem do kuchni. Wyjżałem przez okno. Pełno aut, jak zwykle. Urok mieszkania w wielkim mieście, he. Pomyślałem siadając do stołu.
I jak, gotowy na podróż? Zapytała mnie z uśmiechem Mama.
Ano, chyba tak. Odpowiedziałem uśmiechając się. Zjadłem szybko gotowe już kanapki i wybiegłem z domu z szybkim pa.
Na ulicy Zangoosów 50 było cicho, jak zawsze. Czasami tyklko jakaś Rattata czy Zigzagoon przebiegały przez jezdnię. Było to nawet zabawne, gdy kierowcy ze zduszonymi przekleństfami zatrzymywali się, by stworki mogły przejść. Niektóre były dość złośliwe. Stały sobie na ulicy tak długo, aż wkońcu kierowcy aut ruszali, wtedy stwory z piskiem uciekały.
A np wczoraj, z jakiegoś okna wypadł pokeball. Co w tym najleprze? Pod oknem przechodził akurad Raticate! Złapał się, pewnie z zaskoczenia. Niezłą minę miał gościu, który balla wyrzucił.
Taak. Typowe miasto w typowym regionie. Powiedziałem do siebie. Akurad ja mieszkałem w Fortree, które w tym roku zostało ogłoszone po raz dziesiąty największym miastem regionu. Reportaż oczywiście prowadziła Vinona Feather, czyli lokalna liderka sali, której miałem zamiar rzucić wyzwanie w pierwszej kolejności. Tak swoją drogą, Vinona to także siostra mojego taty, więc znamy się bardzo dobrze.
Kierowałem się w stronę sali. Nie była to tylko sala, lecz ostatnio ktoś wpadł na pomysł, żeby dosłownie obok wybudować małe laboratorium. No i masz. Hałasy, które z tamtąt dobiegały wręcz zmusiły liderkę do lekkiej zmiany. Teraz, gdy pogoda pozwalała, toczyła walki w parku za miastem.
Gdy doszedłem do budynku i wszedłem do niego, praktycznie od razu wyskoczył wręcz na mnie młody mężczyzna. Na oko miał 20 lat. Ubrany był w czerwoną bluzę, czarne spodnie i szare buty. Na piersiach jego srebrnego uniformu wyszyty był znak organizacji, czyli Swablu w koronie z chmur.
Sie masz Patrick! Rzucił podając mi rękę.
Jak tam David? Zapyytałem się ściskając jego dłoń.
Znowu szef gada o tym, jak to się nazywało. A, koronawirusie. Podobno to holerstwo już wydostało się z Sinnoh. Wedłóg szefa, to coś rozprowadzają Stunky i Skuntangi, które zostały zarażone grypą czy jakoś tak. Prychnął mój brat.
Ajj brachu brachu, tylko nam do Sinnoh nie wyjeżdżaj teraz. Powiedziałem i parsknęliśmy śmiechem.
Taa. Pewnie po pokemona przyszedłeś? Zapytał się David wciąż ze łzami rozbawienia w oczach.
Jasne jak Solrock. Powiedziałem wchodząc za nim do budynku.
W środku pracowała dość duża grupa ludzi. Obecnie głównym tematem był koronawirus, bo cóżby innego?
Gdy doszliśmy do biura wydawania pokemonów, drzwi otworzyły się zanim David dotknął klamki. Z pomieszczenia wychodził właśnie jakiś mężczyzna. Wtedy wkroczyliśmy my.
Dzień dobry. Powiedziałem po wejściu.
Dzień dobry. Usłyszałem znajomy głos. Z za wielkiego biurka wstała wysoka, jasnowłosa kobieta ubrana w czerwoną bluzkę. Jej jasnoniebieskie oczy wręcz przewierciły mnie na wylot.
Aa, to ty. Powiedziała. Po pokemona? Zapytała, a ja kiwnąłem głową.
Vinona, czy czasami ostatniego nie oddawałaś temu okularnikowi? Zapytał mój brat.
Ahh, no tak. Liderka weztchnęła grzebiąc w papierach. Na szczęście został mi jeszcze on. Powiedziała wyciągając ze sterty papierów pokeball.
Kto tam siedzi? Zapytałem odbierając kulę z jej wyciągniętej dłoni.
Zobacz. Uśmiechnęła się. Rzuciłem kulą. Jasny blask uformował się w pomarańczowe stworzenie. Bardzo charakterystyczna na jego głowie była paszcza, a w niej długie, ostre kły. Poza tym jego głowa była wręcz nieproporcjonalnie duża w porównaniu do ciała.
Tra pinch! Warknął stwór przypatrując mi się uważnie.
Trapinch? Zdziwiłem się patrząc na stworka.
Znalazłam tego malucha jakiś tydzień temu, jeszcze w jajku. W ostatniej chwili uratowałam go ze szponów Ruffleta. Powiedziała Vinona.
Jest świetny, dzięki! Powiedziałem ściskając łapkę stworka, który wskoczył mi na ramie.
Tu masz jeszcze 5 pokeballi. Zainstalowałeś pokedex na smartfonie? Zapytała.
Dawno, dawno. Uśmiechnąłem si.ę.
No to dobrze. Powiedziała kobieta. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Potem także pożegnałem się z bratem, który musiał już wracać do pracy. A ja wróciłem do domu z wesołym Trapinchem.

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *