Legendy miejskie, creepy pasta.

Wiele jest takich historii, które znane są chyba każdemu. Pomyślmy. Np czarna wołga. Ktoś słyszał? Z pewnością tak. Nie muszę nawet pytać, bo wiem, jak jest na prawdę. Ci z was, którzy są starsi może nawet byli straszeni tym tajemniczym pojazdem pochodzącym z rosyjskich fabryk. Ale oczywiście to tylko marny przykład opowiastki, którą zwiemy legendą miejską.
Czym to tak właściwie jest ta legenda miejska? No cuż. Znacie klechdy, baśnie, czy mity? Jeśli tak, to ogólny zarys już macie. Ale w skrócie legenda miejska to historia dziejąca się w świecie realnym, w prawdziwym miejscu, opisująca niezwykłe zdażenia, które tam miały miejsce. Weźmy np taką strzygę. Wg wielu strzygami zostawali ludzie po śmierci, którzy byli źli za życia. Muszą teraz pałętać się po świecie, strasząc i zjadając np zwłoki. Wszystko tutaj jest, prawda? Miejsce realne, nawet cały świat, który jest też tutaj idealny do punktu o świecie. No i niezwykłe zdażenia też są.
A jeśli ktoś zapyta. Czemu czytamy tak wiele tych legend, czemu ich tak pragniemy? Odpowiedź jest prosta. Czy każdy z was nie mażył chociaż raz o przeżyciu historii rodem z Harrego Pottera, albo innego Hobbita? By chociaż raz, na chwilkę poczuć się jak czarodziej dosiadający nimbusa 2000, czy przemieżający posępną mroczną puszczę Bilbo? Każdy za pewne chciał być bohaterem takiej historii, chociaż raz w życiu. Niektórzy żyją tylko taką myślą, możecie mi wierzyć.
Dla tego właśnie piszemy legendy miejskie. Bo o ile mamy pewność, że nigdy nie chwycimy rużdżki w dłoń, albo nie usiądziemy przy piwku z Gandalfem, to jeśli słyszymy o histtoriach dziejących się tak blisko, a daleko za razem, to te nasze mażenia niemal częściowo się spełniają! Bo wiemy o czymśś, co stało się tutaj! Teraz! Niemal wczuwamy się w rolę występujących tam postaci! Czujemy ten klimat, bo to jest takie, prawdziwe!
Jest też druga strona tego wszystkiego. Często jest tak, że zjawiska zupełnie zwyczajne, ujżane w nocy, kątem oka czy po prostu w chwili przerażenia wyolbrzymiamy, bo strach ma wielkie oczy. A to, że nasza opowiedziana w karczmie historia się troszkę zniekształci tu, albo przemieni tam, to nie ma znaczenia. Ważne jest to, co otrzyma odbiorca. Tak właśnie rzeczy zwyczajne, takie jak np krwawy księżyc są zamieniane w atak wilkołaków, albo zupełnie nieszkodliwy zaskroniec staje się potworną kobrą.
Znowu weźmy na warsztat sławny czarny samochód. Może ktoś kiedyś zobaczył czarny, pędzący drogą wóz. Może była właśnie noc, albo po prostu było ciemno, to nie ma takiego znaczenia. Umysł człowieka jest niezbadany. Otrzymał bazę, to dorobił sobie niepokojące fakty. Napędzany najlepszym paliwem, czyli przerażeniem w czystej postaci i ze swoją pomocniczką i córką wyobraźnią ze zwykłego, jadącego drogą auta zrobili porywające ludzi demoniczne, może prowadzone przez samego Diabła indywiduum.
Oczywiście nie twierdzę, że wszystko to, co znamy z miejskich legend jest nie prawdą. Każda historia ma w sobie ziarnko prawdy, albo jak kto woli, każdy kij ma dwa końce. Może istotnie ten samochód był powiedzmy autem mafii, która właśnie wracała z kostnicy ze świerzymi ciałami w bagażniku? A może to auto bogatego biznesmena, który właśnie w wozie przewozi porwaną, zakneblowaną, związaną i najprawdopodobniej pobitą ofiarę? Jest to możliwe, nie można tego wykluczyć. Ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Nie każdy czarny samochód czy duży pies jest potworem żądnym mięsa i krwi człowieka.
Legendy miejskie są jak najbardziej potrzebne. Czasem przestrzegą przed złem, dostarczą dawki strachu, który popatrzmy prawdzie w oczy, jest nam potrzebny. Chętnie go zapraszamy, by poczuć ten dreszczyk.
Ale nie możemy też wierzyć w każdą literkę tekstu, którą przeczytamy w takiej historyjce. Przeanalizujmy sobie całość, wyciągnijmy wnioski i potem zastanawiajmy się, czy jest to prawda, czy zwykła creepypasta.
Ale powiem wam jedno. Nie bądźcie brawurowi. Lepiej nie zaglądajcie do gęstych, ciemnych borów, albo do czarnych, tajemniczych aut. Ostatecznie, każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy, prawda? Po co kusić los? Może właśnie ta historia jest tą prawdziwą, tak w pełni?

8 komentarzy

  1. I zawsze, ale to zawsze sytuacja z miejskich legend zdarza sie komuś niby z bliskiego lub średnio bliskiego otoczenia, ale kogoś tego nie możemy zidentyfikować, np kolega kolegi sąsiada. Te legendy to też pierwsze przedstawicielki zjawiska, które teraz zie się potocznie memami. Ogólnie temat bardzo ciekawy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

EltenLink