Wypadek, creepy pasta.

To był wypadek. Do prawdy, nie mam pojęcia, jak do tego doszło. Wszystko zdawało się być tak, dopracowane. Takie, proste. Ale problem się pojawił tak o, bo chciał, bo świat nie może być nudny. Musi być jak gra wideo, nieprzewidywalny.
Zaczęło się niewinnie. Wiecie jak to jest na imprezach. Dużo ludzi, krzyków, jedzenia, alkocholu, czasem i narkotyki się trafią, normalka. Przyjechałem swoim autem w sumie jak każdy. No może z wyjątkiem Grześka, który, mówiąc kolokwialnie, ma wyjebane na prawo jazdy i woli się tłuc komunikacją miejską, nie moja w tym rzecz. No więc przyjechałem, zaparkowałem furę, wszedłem do domu kumpla, w którym wszystko się odbywało, i zaczęła się zabawa na ostro.
Nie będę tutaj opisywać jak to wyglądało, bo raczej każdy wie na czym polega dobra balanga, prawda? W każdym bądź razie wszyscy byli rozluźnieni, wszyscy wyczilowani do granic możliwości. W końcu jednak trzeba było wracać do domu. Wiecie, praca nie poczeka. Szef nie da łaskawie dnia wolnego, bo się uchlałeś kolego, jak to mawiałem. No więc co? Zebrałem dupsko z kanapy i wsiadłem do zaparkowanego samochodu.
No dobra, trochę wypiłem. W sumie, to nawet nie pamiętam ile, lecz wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze. Trochę chwiałem się na nogach jak te chińskie figurki, co główką kiwają, trochę bełkotałem i holernie chciało mi się pić, ale generalnie było w porządku. Bywało gożej. Z resztą nie pierwszy raz wracałem do domu pod wpływem, więc czemu teraz miało by coś wyjść inaczej?
To był wypadek, to był przypadek. To była chwila. Jechałem spokojnie ulicą, zgodnie z przepisami drogowymi. Na mikrosekundę zamazał mi się obraz i w coś trafiłem.
Początkowo myślałem nie ma się czym przejmować, to pewnie drzewko albo pozostawiona przez kogoś butelka, bo tego zawsze się tutaj walało od groma. Więc nie wysiadłem, nie zatrzymałem się, wróciłem do domu. Ledwo wysiadłem z auta, ledwo wszedłem do domu, walnąłem się na łóżko. W ubraniu. No dobra, nie czułem się tak dobrze jak myślałem, tak?
Następnego dnia trzeba było wstać do roboty. Wiecie jak mi się kurwa nie chciało? Możecie się domyślać jak ciężko skacowanemu chłopowi jest się zebrać do kupy. No ale, trzeba. Wstałem więc, ogarnąłem się, wyszedłem z domu. Już miałem wsiadać do auta, gdy coś przykuło moją uwagę. Czemu ten samochód jest taki brudny? Skąt tyle czerwieni? I najważniejsze. Co jest zawinięte w koło?
O kurwa. Zajżałem pod spód, miałem ochotę się zżygać. To musi być sen. Holerny koszmar. Przecież to niemożliwe, że, no tak. W coś uderzyłem jak wracałem z biby. Butelka, drzewko? Oczywiście, że nie. Jebane, ludzkie, sam nawet nie wiedziałem co to jest, bo było tak zmiażdżone. Palce, jelito? Wyglądało trochę jak mielonka albo to, co kupujecie, by zrobić kotlety. Aż mi się niedobrze zrobiło. Całe koła umazane były we krwi, jakby ktoś popryskał je czerwoną farbą. Posoka zasychała już, ale dalej była rozpoznawalna. Nosz kurwa. No to się nie dzieje na prawdę.
Na moje dobicie właśnie dostałem powiadomienie na smartfonie. Wyciągnąłem go z kieszeni, odblokowałem. Na drodze A 22 odnaleziono zwłoki młodej kobiety. Przyczyną śmierci było rozjechanie przez samochód. Nagrania z monitoringu miejskiego jednoznacznie wskazują na kierowcę pod wpływem alkocholu. Policja rozpoczyna śledztwo. Ofiara nie stety nie przeżyła. Kobieta była w zaawansowanej ciąży, a ciału brakowało kilku palców. Przestrzegamy przed jazdą pod wpływem.
Kurwa, kurwa, kurwa. Nie. To nie jest prawda. To po prostu nie może być prawda. Przecież ja jechałem spokojnie. To tylko sen. To jest p o prostu zły sen. Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach!
Byłem roztrzęsiony. Nie wiedziałem co zrobić. Pierwszą myślą była ucieczka, ale teraz i tak było już za puźno. Mieli numery mojego auta, być może zdjęcia mojej twarzy. Jak teraz prysnę to tym szybciej mnie znajdą. Co robić, co tu robić! Kurwa! To był tylko wypadek!
Wiecie chyba jak to się dalej potoczyło. Pojechałem tego dnia do pracy, żeby nie wzbudzać podejżeń. Po drodze zatrzymałem się na myjni, by wypłukać ślady krwi, przy okazji umyłem całe auto. Zawsze byłem fanatykiem w tym zakresie, więc to nie było dla nikogo dziwne. Już myślałem, że wszystko będzie w miarę dobrze, choć praca nie chciała mi dzisiaj iść. W trakcie przyjechał radiowóz. Zabrali mnie. Nawet się nie opierałem, bo i tak mnie mieli. Tłumaczyłem im, że to był wypadek, to był przypadek, ale byli nieugięci.
Siedzę teraz w więzieniu. Jestem skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Co sobie teraz myśli moja biedna matka, muj ojciec. Ja nie chciałem, to był tylko, wypadek.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

EltenLink