Winda, creepy pasta.

Witam! Na wstępie pragnę dodać, że poniższe opowiadanie pisałem, kilka lat temu, w dodatku na lekcji. Jest ono jakie jest, poprawiłem tylko wszechobecne błędy, które mnożyły się tam straszliwie, ale o to jest. Niektórzy je znają, inni nie. No ale, zapraszam do odczytu.

Ostatnio dostałem się na studia informatyczne, o których marzyłem już od bardzo dawna. Zaraz po zdaniu matury wysłałem wnioski do wielu uczelni. Większość niestety odrzuciła mnie z uwagi na wysokie zainteresowanie tym kierunkiem w tym roku. Kilka innych rozpatrzyło mój wniosek pozytywnie, lecz znów pojawiały się komplikacje: niski poziom, maleńkie grupy, słaby sprzęt. W końcu spośród rozpatrzonych pozytywnie wniosków wybrałem jeden. Uczelnia oddalona jakieś 200 km od mojego domu. Kilku ludzi w grupie, których dobrze znam, dość nowy sprzęt i kompetentni wykładowcy oraz profesorowie. Był tylko jeden haczyk. Mianowicie akademik był przepełniony do ostatniego miejsca. Byłem zmuszony poszukać sobie jakiegoś niedrogiego mieszkanka na czas studiów.
Przeglądając oferty wynajmu z ojcem, naszym oczom rzuciła się ciekawa oferta. Kawalerka w jednym z wieżowców, całkiem blisko miejsca studiów. Jedenaste piętro, 40 metrów, aneks kuchenny, umeblowanie i takie tam. Właściciel życzył sobie jedynie 1600 zł miesięcznie.
Była to całkiem dobra kwota jak na takie warunki. Zdecydowałem się pojechać i obejrzeć lokum przed podjęciem ostatecznej decyzji.
Na miejscu przywitał mnie miły, starszy pan. Pokazał mi mieszkanie. Pokoik jak pokoik. Przeciętny. Poopowiadał mi także o legendach miejskich krążących po okolicy. Podobno wieżowiec nawiedzał duch kobiety, która zacięła się w windzie i umarła tam z braku jedzenia, a było to podczas awarii prądu, więc nie miała jak wezwać pomocy. Podobno ta dziewczyna nawiedza teraz windę numer 3, pokazując się mieszkańcom, czemu towarzyszy gasnące światło w kabinie, chichot oraz chłód. Podczas jej obecności winda stoi w miejscu. Zjawa nie była groźna. Wskazywała ręką do góry, stała kilka minut i znikała, a winda wracała do sprawności.
Mieszkańcy chyba w to w większości wierzyli, bo winda nr 3 wyglądała raczej na nieużywaną. Reszta kursowała sobie w najlepsze.
Szczerze mówiąc, nie uwierzyłem w te opowiastki, przynajmniej początkowo. Starsi ludzie są dziwni pod tym względem, że potrafią uwierzyć w wiele. Cały wieżowiec zamieszkiwali w głównej mierze właśnie oni.
Zdecydowałem się wynająć lokum od pana Władka. Umieściłem w nim wszystkie swoje rzeczy i zacząłem uczęszczać na zajęcia na uczelni.
Mijał czas. Z czasem opowieść o nawiedzonej windzie wypadła mi z głowy. Zawsze, gdy przechodziłem obok niej, czułem jednak dziwny dreszcz. Zakurzone, rdzewiejące drzwi windy przypominały mi zawsze tę opowiedzianą historię. Ignorowałem to, lecz gdzieś w głębi siebie ciągnęło mnie do tego miejsca.
W końcu nadszedł dzień, który będę pamiętać chyba do końca życia. Wróciłem tego dnia lekko podchmielony po imprezie, na którą udałem się z resztą grupy.
Gdy wróciłem, było grubo po północy. Po omacku wszedłem do budynku i skierowałem się w stronę wind. Nawet nie myślałem o schodach. Byłem zbyt wyczerpany, a schodów było zbyt wiele – ponad 70 z hakiem.
Przywołałem jedną z kabin i wszedłem do niej, gdy zadzwonił dzwonek. Drzwi skrzypiały bardziej niż wcześniej – tak mi się przynajmniej zdawało.
Wszedłem do środka, a drzwi się za mną zasunęły. Wybrałem numer piętra 11 i oparłem się o ścianę.
Blade, o wiele bledsze światło niż wcześniej oświetliło zabrudzone wnętrze, po którym walały się butelki i puszki pomieszane z papierkami. Winda jechała powoli w górę, zgrzytając i klekocząc.
– Kurwa, co ona jedzie tak wolno! – pomyślałem, patrząc na porysowany ekranik. Coś mi się nie zgadzało. Żadna z wind tak nie wyglądała. Chyba że…
Rzuciłem spojrzeniem na zardzewiałą tabliczkę przybitą nad ekranem. Numer 3. Zamarłem, gdy winda się zatrzymała, a światła zgasły, pogrążając mnie i kabinę w kompletnej ciemności.
– Nie. To przecież tylko miejska legenda – myślałem, przypominając sobie historię opowiedzianą mi przez starszego pana tamtego pamiętnego dnia.
– Pewnie jakaś awaria, kurwa – pomyślałem. Winda zatrzymała się między piętrami 5 a 6. Sine światło wpadające przez lustro oświetlało moją bladą twarz. A to oznacza, że…
Obróciłem się, lecz nikogo za mną nie było.
– Debil – skwitowałem samego siebie i zacząłem się uśmiechać na myśl, że przestraszyłem się zwykłej, miejskiej legendy.
Nagle poczułem dziwny dreszcz i zrobiło się chłodno. Zamarłem, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w lustro.
Centralnie za mną stała średniego wzrostu dziewczyna, ubrana w granatową sukienkę oraz białe trampki. Jej sprawiające wrażenie pustych, zielone oczy patrzyły wprost na mój kark. Długie, brązowe włosy opadały swobodnie na plecy, mniej więcej do wysokości łopatek.
Serce zaczęło mi walić jak młot kowalski. Zacząłem się hiperwentylować.
– Kurwa, kurwa, kurwa! – myślałem, czując już lodowaty pot spływający po plecach. Czułem niemal, jak ONA wwierca się w mój kark tym pustym wzrokiem, który zaczynał przyprawiać o szaleństwo.
Kompletnie wytrzeźwiałem. Umysł mi się oczyścił, a ja zacząłem gorączkowo przypominać sobie opowiedzianą wcześniej historię.
Podobno ta kobieta nie jest groźna. Przynajmniej tak wynikało z rewelacji dziadka od kawalerki. Podobno tylko nawiedza tę pierdoloną windę.
Postanowiłem stanąć zjawie naprzeciw. Odwróciłem się, patrząc na nią centralnie.
Stała cały czas w tym samym miejscu, patrząc tym razem prosto w moje oczy swoimi – jakby z pustki. Ciężko jest mi to określić. Powoli uniosła lewą rękę, wskazując coś nad nami. Postanowiłem powoli podążyć za nią wzrokiem.
Zakończona pomalowanymi na czerwono paznokciami dłoń unosiła się powoli, wskazując coś nad nami. Wysoko nad nami.
Zadarłem głowę, wpatrując się w ciemność, która tam wydawała się jakby gęstsza.
Pomimo starań nie potrafiłem niczego wychwycić. Gdy spojrzałem z powrotem na dziewczynę, tej już nie było.
W kabinie zapaliły się ponownie światła, a sama kabina ruszyła do góry, jakby nigdy nic się nie stało.
Ledwo kabina się zatrzymała i drzwi się rozwarły, blady wyskoczyłem z niej, podbiegając do drzwi mieszkania.
Przekręciłem klucz, wszedłem do środka i zamknąłem drzwi na cztery spusty.
Oparłem się o nie, myśląc o tym. O NIEJ. O całej tej dziwnej sytuacji. Czyżby tamten starszy pan miał, kurwa, rację? Czy te pierdolone legendy istnieją naprawdę, a nie są tylko mitami?
Postanowiłem zgłębić temat śmierci kobiety w windzie. Miałem w środku dziwne przeczucie, które namawiało mnie do tego.
Zacząłem jeszcze tego samego dnia szperać w internecie, wyszukując różne frazy typu: „śmierć w windzie”, „kobieta umarła w windzie”, „winda wieżowiec” i inne podobne, związane z moim aktualnym miejscem zamieszkania.
Mówią, że w internecie jest wszystko. Trzeba tylko dobrze szukać. Ja jednak, pomimo najszczerszych chęci, nie mogłem znaleźć praktycznie nic prócz strzępów starych skanów gazet i im podobnych.
Nie poddawałem się pomimo wszystko i szukałem coraz głębiej, zatapiając się wręcz w morzu wiadomości z całego miasta.
W końcu, dobre kilka godzin po raczej bezowocnych poszukiwaniach, postanowiłem dać sobie na dzisiaj spokój i w dzień pójść do archiwum miejskiego albo w inne podobne miejsce.
Położyłem się spać około szóstej nad ranem.
We śnie znów nawiedziła mnie zmarła w windzie kobieta. Stała nad moim łóżkiem, uśmiechając się leciutko. W lewej dłoni trzymała jakąś karteczkę. Patrzyła na mnie tym samym pustym wzrokiem.
Obudziłem się zlany zimnym potem o dziesiątej. Dobrze, że tego dnia była niedziela i nie odbywały się wykłady na uczelni, bo po pierwsze byłbym w chuj spóźniony, a po drugie – w tym stanie nie nadawałbym się na żadne zajęcia. Czułem się wręcz wyprany.
Powlokłem się wykonać codzienne czynności, po których postanowiłem udać się do archiwum. Liczyłem, że pomimo niedzieli będzie otwarte.
Nie zawiodłem się. Udało mi się dość łatwo dostać do miejskiego archiwum mieszczącego się w bibliotece w centrum. Zapytałem tam o śmierć w windzie sprzed kilku lat.
Archiwistka, siwa, starsza pani, położyła przede mną stosik gazet oraz kronikę miejską z otwartym odpowiednim rozdziałem, a ja zabrałem się do lektury.
Tutaj wyszła wyższość tradycyjnego, papierowego przekazu nad tym sieciowym, uwielbianym przez wszystkich. W gazetach wystarczyło tylko dobrze się wczytać, by coś znaleźć.
Same czasopisma nie ujawniały zbyt wiele informacji, lecz wszystkie te zebrane w jedną całość miały już głębszy sens. Dopiero zapiski z kroniki rzuciły ostre światło na sprawę.
Nie wszystko było w pełni klarowne, lecz z urywków ułożył mi się całkiem konkretny obraz sytuacji.
Karolina była młodą studentką. Miała dwadzieścia dwa lata i mieszkała na dziesiątym piętrze wieżowca. Tego, w którym mieszkam teraz ja. Pewnego dnia, gdy wracała z pracy dorywczej – małego spożywczaka – z rękami pełnymi zakupów zrobionych po drodze, wsiadła do windy. Wcisnęła przycisk z numerem 10, by udać się na swoje piętro. Była wtedy w windzie sama.
W trakcie gdy jechała, nastąpiła awaria w elektrowni miejskiej, spowodowana najprawdopodobniej nadciągającą burzą. Z powodu braku prądu kabina zatrzymała się między piętrami piątym a szóstym. Przestraszona Karolina próbowała wezwać pomoc za pomocą telefonu, lecz jak na złość zostawiła go w pracy. Dziewczyna chciała więc użyć dzwonka w windzie, lecz awaria nie pozwoliła na użycie alarmu.
Zpanikowana studentka spędziła w windzie długie godziny bez wody i jedzenia. Był to okres letni i na dworze temperatura spokojnie osiągała trzydzieści stopni. W maleńkiej puszce kabiny windy była ona o wiele wyższa. Karolina zmarła po kilku godzinach z powodu braku tlenu oraz wody. Ciało studentki zostało odnalezione jeszcze tego samego dnia po powrocie prądu. Wtedy uaktywnił się alarm użyty wcześniej. Zaalarmowani dozorca i konserwator udali się do windy i wyciągnęli z niej ciało kobiety. Co ciekawe, było ono pozbawione głowy, która wyglądała na oderwaną. Nie została ona odnaleziona do dnia dzisiejszego. Najprawdopodobniej została po prostu zmielona przez mechanizm windy, a oderwana została, ponieważ zdesperowana dziewczyna próbowała wspiąć się po szybie windowym na górę, co potwierdzały ślady zadrapań. Niestety jej głowa utknęła w ciasnym szybie i gdy próbowała ją przepchnąć z powrotem, naderwała rdzeń kręgowy. W końcu zadziałała grawitacja, ściągając całą resztę na dół. Od tego czasu zaczęły się pogłoski o duchu nawiedzającym windę.
Po powrocie do domu zacząłem rozmyślać na temat tej sprawy. Co nie pozwala młodej dziewczynie przejść na drugą stronę? Może szuka zemsty, albo jest rozżalona, więc postanowiła nawiedzać windę? A może chce przestrzegać innych przed używaniem tej windy? Nie wiedziałem, lecz postanowiłem rozwiązać tę sprawę. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, jak to zrobię, lecz byłem zdesperowany.
Oglądałem tamtą windę jeszcze wiele razy, próbując odnaleźć jakieś poszlaki. Niestety, prócz śladów paznokci i kilku strzępów folii, nie zauważyłem niczego nietypowego.
Nie poddawałem się, szukając głębiej. Pytałem znajomych. Chodziłem na policję. Zwiedzałem archiwa. Wszystko na próżno.
Pewnej nocy przyśnił mi się sen. W tym śnie nawiedziła mnie znowu Karolina. Stawało się to coraz częstsze. Tym razem jednak wyglądała na szczęśliwą. Uśmiechnęła się do mnie, znowu pokazując w górę. Przystawiła usta do mojego ucha i wyszeptała jedno słowo. Słowo, które wprawiło me ciało w drżenie. Słowo, które brzmiało: „Szyb”.
Ledwo się obudziłem, uderzyłem się dłonią w czoło, aż klasnęło. Jak mogłem na to nie wpaść? Ale przecież policja już zbadała wszystko, prawda? Nie. W końcu żyjemy w Polsce. A polska policja, jak zobaczyła ciało i może jakieś jego fragmenty, dała sobie spokój z badaniem szybu.
Z bijącym sercem i narzędziami udałem się do windy. Z trudem udało mi się dostać do szybu, lecz pomimo grzebania w wielu zakamarkach, musiałem się poddać. Nic.
Zawsze jeździłem wszystkimi windami prócz trzeciej. Lecz tego samego dnia po badaniu szybu postanowiłem, że pojadę trzecią. Coś podpowiadało mi, że to jest właściwe.
Z bijącym sercem wcisnąłem jedenastkę na panelu windy. Na początku myślałem, że nic się nie stanie. W trakcie mijania piątego piętra serce przyspieszyło. Finalnie jednak dotarłem na piętro bez rewelacji.
Wieczorem chciałem wyjść do kumpla ze studiów i przegadać pewną sprawę. Wsiadłem do windy nr 3 przypadkiem tym razem i wtedy to nastąpiło.
Winda stanęła między piętrami, a światła zgasły. Poczułem znajomy dreszcz. Nie musiałem się obracać. Wiedziałem, kto za mną stoi.
– Ka… Karolina? – szepnąłem cicho. Nie wiedziałem, czy z duchem da się porozumieć. Chyba jednak mnie usłyszała, bo odwróciła się w moją stronę. Jej twarz wyrażała głęboki smutek. Dopiero wtedy zauważyłem, że jej głowa wygląda jak przyklejona albo przyszyta do szyi. Znów, jak tamtego dnia, podniosła lewe ramię, wskazując do góry. A ja wszystko zrozumiałem. Bez wahania zacząłem wspinać się po uchwytach, aż dotarłem do klapy w suficie kabiny.
Dostałem się do szybu. Zacząłem w nim gmerać. W końcu w ciasnej szczelinie, o której nigdy bym nie pomyślał, natrafiłem na coś.
Blady i z walącym sercem wyciągnąłem to. Okazało się to zmasakrowaną głową, a właściwie czaszką. Kość była pokryta rozkładającymi się resztkami skóry i włosów. Oczu nie było. Puste oczodoły jednak zdawały się na mnie patrzeć.
Byłem przerażony, lecz jakoś wróciłem do windy. Duch na mój widok rozpromienił się i zniknął, kłaniając mi się.
Tego samego dnia zaniosłem czaszkę Karoliny na policję, opowiadając o zdarzeniu. Co dziwne, uwierzyli mi. Wszystko się zgadzało. Sprawa została w końcu finalnie zamknięta.
Tej nocy znów zobaczyłem Karolinę. Stała do mnie przodem z promiennym uśmiechem na twarzy. Złapała mnie za rękę. Jej dłoń była lodowata. Dziewczyna podeszła bliżej i wyszeptała: „Dziękuję”.
Następnego dnia wyprowadziłem się z tamtego domu. Podobno winda nie jest już nawiedzana, lecz ja nie zamierzam nigdy już tam wracać. Na uczelnię jeżdżę autobusem z domu. Mam w dupie, że jest daleko. Ważniejsze jest dla mnie zdrowie psychiczne.
Następne kilka lat musiałem chodzić na terapię. Dziewczyna nigdy już mnie nie nawiedziła. Myślę, że w końcu jej dusza zaznała spokoju. Co jakiś czas chodzę na cmentarz, kładąc na jej grobie kwiaty i zapalając znicz. Wiadomości szumiały głośno na mój temat oraz informowały, że sprawa sprzed lat została w końcu zamknięta. Chciano mi zaproponować grube pieniądze, lecz odmówiłem. Nie chciałem tych pieniędzy. Dobrze mi było tak, jak jest.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *