Rozdział 2

Perspektywa Juana.
Zamieżamy odnowić Devil Crystal Planet. Odezwał się Dar po chwili lotu. Wogule ukradliśmy jakiś samolot i do tego użyłem kilku baterji. Po jakimś czasie wylądowaliśmy przed starym, zniszczonym budynkiem. To tutaj 10 lat temu Chrisek zabił jednego z demonów rasy Hardlis moif, a to znaczy tfardy duch i to jest prawda. Ta rasa regeneruje rany za pomocą zdrapywania srebrnej powłoki z tych ran! Ogonów to oni nie mają, ale nadrabiają to możliwością lewitacji bez rękawów, ciekawym wzrokiem i możliwością obrotu głową o 360 stopni. Teraz chcieliśmy.
1. Porozumieć się z jego to znaczy tamtego demona duchem.
2. Odzyskać Bottle devil abym ja odzyskał ogon a Dar, no cuż. Umówmy się tak, że powiem wam tylko część, czyli Dar stracił rękawy i właściwie całe ręce przez Ullmona!
Po chwili ja znalazłem małą butelkę, zawierającą miksturę którą kiedyś się robiło do leczenia ciężkich ran. Wypiłem kilka łyków i Dar też. Po chwili poczułem że ogon odrusł, a sztuczne ręce Dara odpadły, bo wyrosły nowe.

Rozdział 1.

Alarm w sklepie wył, ale miałem to gdzieś i uciekłem z miejsca zdażenia. Co prawda goniła mnie policja, ale ja i tak byłem szybszy. Po chwili rozwinąłem łuskowe rękawy i zacząłem lewitować. Po 17 minutach byłem na miejscu. Była tam Aya, Daniel, Dar i Sev6n.
A teraz może kilka informacji o mnie? Nie nawidzę Chrisa, nie jestem człowiekiem tylko jednym z przedstawicieli pewnej rasy demonów, moja rasa to Murgus Moicis, a w języku demonów znaczy to zabujca dusz. No i ja jestem właśnie jednym z tej rasy. Czym się rużnię od człowieka? Miałem długi ogon z kolcami, ale ten debil Ullmon mi go odciął i wtedy nie mógł się zregenerować. Co z tego że demony mają magię. Nie miałem czasu na leczenie i przypłaciłem to źle zrośniętym ogonem. Tym to tylko mogę sobie pomachać. Na nim jest tylko 1 kolec i to dosyć tępy! Od łokci do nadgarstków mam łuski, które mogę rozwijać i lewitować dzięki temu. Moje dłonie mają po 6 palców, a moje oczy widzą nawet w nocy. Poza tym mam specjalny system wykrywający żywych za pomocą receptora dusz w moim sercu. Znaczy w tym co wy nazywacie sercem. My to nazywamy Orgilah, czyli rdzeń. To tyle o mnie? Aha. Potrafię pluć jadem oraz wsysać coś jak czarna dziura.
Aya jest człowiekiem, jedynym który jest nawet nawet jeśli chodzi o tą okolicę, ale nie raz mam takie dni że mam ochotę ją zjeść. Dar to jest przedstawiciel tej samej rasy demonów co ja, a Daniel jest zmutowanym psem którego tak zmodyfikowano że ma co prawda tors i ogon psa, ale jego głowa jest ludzka. Sev6n to cyborg którego kiedyś zrobiłem z pewnego człowieka. Jak przy tym wrzeszczał!
A więc, powiedziałem do nich, Aya mówi że znalazła Chrisa!
To chyba on. Odpowiedziała z przestrachem pokazując nam navi key.

Prolog.

10 lat po części I.
Perspektywa Chrisa.
Wstałem z łóżka i odrazu przyszła mi do głowy pewna myśl. Czy, może zadziałać! Pomyślałem i zawołałem Chiroshi’ego. Myślę, że możemy zrobić to co chcieliśmy 5 lat temu.
Niby jak? He? Zapytał się przechylając głowę. Niestety groźną minę psuł kawałek mięsa w pysku.
A tak. Odparłem streszczając mu myśl.

epilog

Więc to była moja historia. Kuoromdis i reszta żyli, ich smoki były zdrowe a świat ocalony. Pomyślałem wstając od stołu. To co wam opisałem jest tajemnicą. Jest pewna klątwa. Jeśli się zawoła pewnego ducha, nazywa się on Looooolkooooll, to on przyjdzie i wymazuje pamięć.

rozdział 4

Kuoromdis, algeris i Ullmon próbowali w panice połączyć odłamki kryształu, jednak było to niemożliwe. Kamień pękł na tysiąc kawałków, niektóre znikły, i wtedy przypomniałem sobie dlaczego tak się stało. W TEN dzień nie mofgłem nikogo zabić a ja to zrobiłem dwókrotnie! Jedyne wyjście. Pomyślałem rozpalając ogień. Wskoczyłem w płomienie i zginąłem. Dzięki temu dokonało się to, co się dokonać powinno. Chiroshi oszalał i zniszczył cały budynek, Widziałem to jako dusza. Jedynie Kuoromdis przeżył i jego smok żył ale utracił oczy, ogon i miał ranę na plecach bez łusek wielkości metr na 2 metry. Kuoromdis w panice uciekł, a Chiroshi spokojnie wyciągnął moje szczątki i komputer rzeczonego naukowca, potem zaczął gromadzić zioła i ożywił mnie ale nie wiedział że to tylko przyspoży światu udręki. Ożyłem i natychmiast moje serce zapełniło zło. Moje oczy zrobiły się czerwone, a zęby wampirze. Teraz pragnąłem tylko jednego. Zabić wszystkich! Moja dusza jednak a przynajmniej ta dobra część nie znalazła się w ciele i obserwowała to, co się działo. Wkońcu zamknąłem ją w krysztale tak jak poprzednik aby ją puźniej wykożystać.
500 lat później.
Zniszczyłem ponad 5 planet, a moje kły ociekają krwią. Żyję tak od tych 500lat przez Chiroshiego, którego zabiłem, a duszę ukryłem w krysztale. Następnie ożywiłem zło zawarte w nim i teraz byliśmy tacy sami. Wkońcu przypadkiem nadknęliśmy się na Kuoromdisa. Jego smok miał sztuczny ogon i oczy. Podlecieliśmy i zabiliśmy ducha walki w smoku wydłubując mu kamery i odrywając ogon a następnie rozbijając je. Kuoromdis się uratował, smoka też, a potem zniszczył moje ciało mieczem, dzięki temu moja kara się skończyła, dobre cechy do mnie powróciły tak samo do Chiroshiego, zło zostało naprawione i zapomniane przez cały świat. Koniec ale jeśli będziecie chcieli zrobię II część. Komęttować!

Rozdział 3

Lecieliśmy dalej do wieży Ullillong. Jednak nagle za nami pojawił się TEN dziwny stwór. Przybrałem postać pierwotną. Pazury wysunęły mi się z rąk, kły z ust, a z pleców skszydła. Z rykiem wbiłem mu pazury w serce i wyjąłem je. W tym czasie Chiroshi odgryzł mu głowę i rozbił ją o mór. Tamten jakoś dalej żył, wyciągnął manipulator i odstrzelił Chiroshiemu głowę, która rozbiła się na dole. Ryknąłem z wściekłości i żalu poczym rozszarpałem wroga na strzępy. Pozatym spaliłem jego szczątki i zacząłem szukać resztek głowy smoka. Wkońcu znalazłem wszystkie części. Z płaczem zmieniłem się spowrotem i zacząłem nucić. Opuściła mnie masa energji, jednak dzięki prawu jeśli nie minęła jeszcze godzina można kogoś wskrzesić zrobiłem to ze smokiem. Potem udaliśmy się do wieży.
***
Jesteśmy. Oznajmiłem wkraczając do laboratorium. Kuoromdis podniusł głowę z nad komputera, a jego smok podszedł do wielkiej skrzyni i zapytał się nas czy jesteśmy gotowi. Byliśmy. Jednym ciosem zniszczył pudło i wyjął kryształ. Następnie rozbił go o kamienny stopień. Było po wszystkim. Zło zostało, co? Nagle zauważyłem czarne światło. Coś jest nie tak!

Rozdział2

Gdy się ocknąłem, miałem jeszcze godzinę. Znajdowałem się w tym samym pomieszczeniu, ale na przeciwko
mnie stał ten nieczłowiek, teraz bez maski. Miał złotawą skurę jakby pomalowaną, dziwne, jakby kocie
uszy, puste oczy i coś w rodzaju pyska z kłami. Miał dwie pary rąk z pazurami.
Jak się czujesz? Zadrwił sobie zemnie wyciągając z kieszeni garnituru mały, czarny, metalowy krążek.
Tak. Odparłem i jakoś zniszczyłem energetyczny sznur, który mnie pętał. Gwizdnąłem, a po chwili mój oprawca

Rozdział1

Ocknąłem się po jakimś czasie. Byłem związany energetycznym sznurem przytwierdzonym do buczącego urządzenia.
Sprawdziłem godzinę. Zostało mi jeszcze 2 i pół godziny. Po chwili usłyszałem głosy.
Podłączyłeś? Zapytał się ochrypły głos, nalerzący tego byłem pewien do szefa oprychów.
Jeszcze nie! Odparł inny, zimny i twardy głos, zcałą pewnością nie był to głos ludzki ani smoczy.
Po chwili rozległ się dźwięk ciosu, głuchy jęk i do pomieszczenia wszedł szef bandytów z dziórą w czole.

Prolog i wstęp

Witam! Będzie to opowiadanie dosyć dziwne, ale fantasy i w przyszłości. Zapraszam!

Prolog.

Nad miastem Argonith właśnie wstawał nowy dzień. Mieszkańcy budzili się, a w zaroślach było słychać wrzaski